Vox Blog


ZDJĘTY KAGANIEC OŚWIATY
>>>
nieregularny blog

Jeśli chcesz dać głos na jakiś poruszony na blogu temat -
kliknij w Kontakt na stronie głównej i napisz na e-mail.
Na temat ostatniego posta można by było coś skrobnąć
zaraz pod nim, ale wyłączyłem formularz kontaktowy
ze względu na roboty i firmy reklamujące się za friko… Pardon.
Jak wymyślę inną formę, to zara dam znać! :)

 

12/8/2018:

Lubimy: https://www.youtube.com/watch?v=4zH9Zca1vRM
Choć nie lubimy of kors jak nam patrzą w kaszę i w gacie…

27/9/2017:

Refleksja na temat pewnej natarczywej reklamy w internecie

 

Nie skończyła zawodówki, żyje jak królowa”,

dwa balony niczym główki i oczy jak sowa.

Tu pytanie mi się ciśnie, bo się ciut przejmuję,

i ja nie mam zawodówki – znak, że będę królem?!

 

FP,  wszelkie prawa zastrzeżone

 

 

24/9/2017:

Na każdym froncie trwa walka o wyborcę. Gazetowy artykuł kulturoznawcy uświadomił mi, że nie po to promuje się przeżywające swoisty renesans disco polo (niezła zbitka!) reprezentowane choćby przez „Twoje oczy zielone”, bo ten czy ów decydent od mediów i kultury stawia je w jednym rzędzie obok dzieł wszystkich Chopina, ale dlatego, że za tym idą tłumy gustujące w takim repertuarze. A decydenci od mediów i kultury wykonujący oddolnie robotę z odgórnych nakazów wiedzą, że tłumy pójdą głosować na obecnie rządzących, bo tym chętniej zidentyfikują się z władzą, której te same melodie wchodzą pod nóżkę…

Wszystko dla władzy. Poświęcić drzewa* czy nasze uszy – wszystko na ołtarzu TKM.

* Drzewa, bo kornik drukarz ma smaka jedynie na świerki, a nie stare dęby, które ścięte jadą tu i tam, dając zarobić tym i owym.

 

31/8/2017:

Wysłuchałem zafryderykowanej nowej płyty Brodki i nie specjalnie mi się podoba – jak dla mnie za „artystyczna” i przez to jawi się mdła, przekombinowana, choć doceniam niektóre dźwięki i produkcję. Wolę „Grandę”. Za to jeden song odstaje od reszty i ma dobry klip. Krótko i na temat (chyba mam tydzień prostych utworów „krótko i na temat”):

https://www.youtube.com/watch?v=IKE8Vt8JWHs

 

29/8/2017:
I znów GC, tym bardziej, że dziś jego 60. urodziny. Szkoda, że bez jubilata, za to Grzesiek wiecznie żyw. :) Przy okazji własna premiera tu: http://voxdogs.pl/wonsz-60gc/

Znalazłem taki nieskomplikowany melodycznie drobiazg nieżyjącego solenizanta (oksymoron godny autora „Kombinatu”) grany na dwa, który jakoś wpisuje się w to co się wyrabia, nie tylko w kraju „dlaczego jestem z nią, dlaczego w innej nie”, ale na calutkim bożym świecie:

https://www.youtube.com/watch?v=yDPvATU3BzY

 

8/8/2017:
Za 3 tygodnie 60 urodziny obchodziłby GC. Dla mnie i tak cały czas żywy, choć fizycznie zniknięty od nastu lat. Czas, obliczenia, liczby… Mało istotne. Za to takie „wywiady z twórcami” lubimy najbardziej: ;)

https://www.youtube.com/watch?v=hCG6eP4GoWo

 

26/6/2017:
Żeby nie było, że mnie nie ma czy cuś, to owszem jestem, choć bardziej tak w okolicy płota, czy koło liści, traw, drzewa… No i jak któraś malwa przyzywa to lecę z aparatem:

malwaraz

:)

 

WIELKANOC 2017:
Z uwagi na ogólną sytuację w kraju, z podkreśleniem przestrzeni leśnictwa i myślistwa (wspólną etymologię
z czasownikiem „myśleć” należy rozpatrywać w czasie przeszłym), przerwałem skądinąd ciekawą lekturę
tej książki:

 


- zamieniając na poniższe dwie:

 

         


Czego i Państwu życzę.
  

 


Z wtorku na środę, 6-7/12/2016:

Popisuję (się) tu rzadko ostatnio – życie jest ciekawsze i gęstsze niż internet. ;) Podzielę się tym co zaległe. Od kilku lat jest we mnie refleksja w kwestii moich dwóch ulubionych albumów, nazwijmy to alternatywno-popowych. To są dwie płyty, które się a/ nie starzeją, b/ mają kilka kapitalnych piosenek (czytaj: wszystkie), c/ są muzycznie stworzone i produkcyjnie zrealizowane tak, że nie ma o czym gadać – perfekcja. Jak donoszą historycy przedmiotu ten poziom szlifowany był tygodniami i miesiącami, są filmy, wywiady, cały materiał dowodowy. O które wreszcie płyty chodzi, do cholery?! OK, oto one:

‚SO’ Peter Gabriel (1986)
‚REMINDER’ Feist (2007)

Pierwsza pięknie męska, a przy tym po męsku subtelna, druga cudownie kobieca, przy tym po kobiecemu delikatna. Są jeszcze jakieś wspólne cechy, Watsonie? Som. Prostota okładek i tematów na przykład. I jeszcze – artyści obchodzą urodziny tego samego dnia – 13.02. I to by było na tyle w temacie.

Jako, że wszyscy znamy „Don’t give up”, „Sledgehammer” czy „I feel it all” oraz „1234″ proponuję mniej hiciasto, za to równie mocno i pięknie:

 

wtorek, 20/09/2016:

Proszę SzPaństwa – sie leciało, sie góry widziało, jedno jest wszak pewne wg. tego co zdjęcie przekazywa: śmigło sie wygło…

szkszyduosiewyguo

Fot. by FP. A fotoszopu nie używał.

;)

piątek, 5/08/2016:

Frano 23! Koledzy & Koleżanki, a zwłaszcza Zosia, która wszystko „ukartowała” i Kuba, który to zmontował, nie zawiedli. Solenizantu śpiewa Dżastin i całyświat:

https://www.youtube.com/watch?v=M8M1x5Mi7CA&feature=youtu.be

:)

 

wtorek 26/01/2016:

„Kiedy nauczymy się współdziałać z naszą Wewnętrzną Naturą i z prawami natury działającymi wokół nas osiągniemy poziom Wu Wei. Wówczas będziemy współdziałali z naturalnym porządkiem rzeczy i kierowali się zasadą najmniejszego wysiłku. Ponieważ świat przyrody kieruje się tą zasadą, nigdy nie popełnia błędów. Błędy popełnia człowiek – albo też wydaje mu się, że je popełnia – istota z przeładowanym Rozumem, która separuje się od tak pomocnego systemu praw natury przez ingerowanie weń i staranie się za wszelką cenę.”

Benjamin Hoff , „Tao Kubusia Puchatka”

 

niedziela 10/01/2016:

ABY POLAK Z POLAKIEM MIELI SOBIE COŚ WIĘCEJ DO POWIEDZENIA, NIŻ TO, ŻE TAK BARDZO SIĘ RÓŻNIĄ, ŻE AŻ NIENAWIDZĄ, TO JAN PAWEŁ II MUSIAŁBY UMIERAĆ RAZ NA DWA TYGODNIE…

Dziś kolejny, 24. już finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. To najpewniej jedyny dzień w roku,
w którym od prawie ćwierć wieku Polacy się jednoczą. Pozostałe dwie okazje na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat miały podobny, choć jednorazowy i krótkotrwały efekt. Mam na myśli śmierć Papieża Polaka
i katastrofę samolotu z szefami kluczowych instytucji kraju na pokładzie. 

Dodatkowym walorem akcji jest to, że cel wydarzenia WOŚP generuje w ludziach radość, i jak dowodzą fakty, realnie ludziom służy. To równie rzadkie, bo we wcześniej wspomnianych dwóch przypadkach spoiwem były smutek, ból i rozpacz. Jakkolwiek trudne to co powiem, to powiem: od iluś lat odnoszę wrażenie, że aby Polak
z Polakiem mieli sobie do powiedzenia coś więcej niż to, że tak bardzo się różnią że aż się nienawidzą,
by w narodzie zapanowała jakakolwiek jedność, to Karol Wojtyła musiałby umierać raz na dwa tygodnie.
Tyle mniej więcej trwało polsko-polskie porozumienie ponad podziałami, czyli ponad bezinteresowną polską zawiścią i nienawiścią. Także z tego punktu widzenia zbiórka organizowana przez fundację Owsiaka jest bezcenna. Przynajmniej jeden dzień, za to rok rocznie ludzie mają banana na buzi, a także okazują dobroczynność i życzliwość. Jeśli komuś ta akcja przeszkadza, to widać, że ma w ogóle problem
z otwieraniem nie tyle portfela co serca, a wojna polsko-polska pod flagą biało-czerwoną to jego ulubiony sport i wszystko co może dać w kwestii „bycia Polakiem”. Żeby było jasne – bo polityka miesza się już wszędzie – nie jestem ani po stronie „winy Jarka”, ani „winy Tuska”, jeśli jestem po jakiejś w ogóle,
to po stronie zwykłej ludzkiej przyzwoitości. 

Zakończę tradycyjnym, choć znanym głównie z pierwszej części hasłem: Róbta co chceta – i czujta się z tym dobrze!

Siema!

 

czwartek 17/09/2015:

Trąby, trębacze i Pan Prezydęt, albo dwa poziomy gry na trąbce

Wrażliwy na dźwięki jestem. W Warszawie – na dźwięki dęte szczególnie. Najszczególniej na trąbki samochodowej dźwięk, używany w chwilach wielkiej słabości, czyli gdy cierpliwość kierowcy przekracza magiczną granicę jednej sekundy. Ale też wówczas, gdy wydaje mu się, że jest reinkarnacją Milesa Davisa i z braku innych zajęć ćwiczy instrument w oczekiwaniu na zmianę świateł.

Dziś trąbieniem zaszczycił mnie sam były prezydent stolycy, pan M.Ś. I choć M-istrzostwa Ś-wiata w tej dziedzinie nie osiągnął (grał gorzej od Davisa, Stańki i kilku mistrzów instrumentu), to logika trębacza kolejny raz mnie zaskoczyła. Czekamy na zmianę świateł w samochodzie. Świeci czerwone. Przed nami auto, za nami tyż, a z niego co i raz trąbi trąba: jeden raz, drugi… Spojrzałem w lusterko i rozpoznałem w srebrnym aucie, prywatnie, acz pod krawatem – prezydent. Trzeci raz trąbnął i nie wytrzymałem, akurat za mną dzień pełen „wzruszeń”.

Wysiadam z auta, podchodzę i zapytowywam prezydęta: – Panie Prezydencie, w jakim celu Pan trąbi? PP: – Noo… boo tamten stoi, nie jedzie. F: – Bo ma czerwone, to nie jedzie. PP: – Noo… rzeczywiście. F: – Wszystkiego dobrego panie prezydencie. Akurat zrobiło się zielone (wyjątkowo nikt nie zatrąbił!), wsiadłem (do swojego) i ruszyliśmy.

Za zakrętem pan prezydęt, uśmiechnięty, podniósł rękę na znak pozdrowienia, przeprosin, czy czegoś podobnego, a może właśnie zrozumiał tajemną logikę sygnalizacji i że ta w ogóle nie reaguje na klakson. 

Wszystkim koneserom tego wymagającego instrumentu życzę dobrego dnia/spokojnej nocy, a wszystkim trąbom – słonia.
:)
F.

PS. Tego samego dnia kilka godzin wcześniej taksówkarz natrąbił na mnie, gdy nie zauważyłem go (tzw. martwy punkt w lusterku) i próbowałem wtarabanić się na lewy pas. Jestem mu wdzięczny za szybką i właściwą reakcję, zagraną staccato forte. Obydwu panom dziękuję za wieczór z muzyką na trąbce. 

 


poniedziałek 17/08/2015:

Przyjechał dziś do mnie w druku range rover classic. Twórczy akt nudy przed wysłaniem maila:

classic by fp

© 2015 :)

 


poniedziałek, 10/08/2015:

Polskie morze jest coraz bardziej polskie i z przodu i z tyłu:

bardzo polskie morze

PS. Parawany osiągają już długość polskiego wybrzeża i nie służą do osłaniania się od wiatru, tylko do robienia plażowych zagród. Nie miałem śmiałości fotografować, cudem przecisnąłem się do wyjścia.

 

poniedziałek, 25/05/2015:

Witajcie w kurniku, czyli the day afterZapowiada się wesoło, zabawnie, zaskakująco – to pewne.
„Zwariowane melodie”, czyli nowy hymn RP, już jest:

;)


wtorek, 3/03/2015:

Poziom propagandy antyrosyjskiej jest już w Polsce tak wysoki, że (Marcie) sprzedali szynkę o konturach USA.

pro usa ham_photo by FPrzybylski

;)

czwartek, 7/01/2015:

K jak Karnawał, K jak Kot, czyli kot Tygrys w grafice polsko-karnawałowej
pt. Panowie proszą panie (o kolejne piwo). Foto/graf.: Marta Breczko.

ZABAWA3

 

 

 

2015 – Your choice, czyli do wyboru do koloru. Foto/FP

2015_your choice_by FP

 

 

27/12/2014
I po Świętach. Foto/FP

2014_I po świętach

 
 
 
 
 

WŚRÓD NOCNEJ CISZY 2014 & NOWY 2015 ROK (proszę kliknąć):

  
 Voxterier w nocnej ciszy
 
 
 
 
 
 

 
 

Wtorek, 25/11/2014:

Klip wreszcie sdiełan… Uff. Okazuje się, że spotkanie kilku osób jednego dnia przez wiele miesięcy jawiło się niemożliwe. W końcu nastąpił wymodlony jeden dzień zdjęć 
w sierpniu, a potem szukanie okazji na montaż, i się temat przeciągał. Cieszę się, że ta pierwsza w sumie pełna produkcja VXDX jest już w sieci i jak słyszę – cieszy oko
i ucho.  Link: https://www.youtube.com/watch?v=qCG_B87ivCk
 
 
Wtorek 30/09/2014:
Świetna kampania, super zagrana przez Mirka Zbrojewicza i baranka Tadeusza. Odkryłem dopiero teraz, ale warto zobaczyć wszystkie trzy filmiki:
 
 
 
Piątek 26/09/2014:
Słodziaki łobuzują, ale jak sama nazwa wskazuje, są słodkie i jedyne
w swoim rodzaju. Panom za kilka dni stuknie 2 miesiące. 
 
3muszkieterów
 
 
Wtorek 26/08/2014: 
George Ezra „Wanted on voyage” / wyd. czerwiec 2014 (wersja de luxe zawiera 16 piosenek). Słucham tego chłopaka i wierzyć mi się nie chce, że ledwo co skończył 21 lat,  jest w wieku mojego młodszego syna…  Ale przeglądam youtubowe wersje piosenek live i nie pozostawia to cienia wątpliwości: koleżka ma talent. Proste funkcje i kilka dźwięków, ale głos jaki dojrzały, nie wiadomo skąd – stara dusza jakaś zapewne… I nie chodzi tu tylko o „Budapest”, który wpada natychmiast w ucho, tylko o całą płytę. Słychać, że miejscami trochę gra swoich mistrzów, ale to dobrzy mistrzowie. Całość brzmi bardzo autentycznie. Trzymam kciuki i nie mogę wyjść z podziwu: prostota i melodyjność tych piosenek kładą na łopatki większość papki, która rozlewa się po stacjach radiowych.
 
 
 
 
 
 
 
Poniedziałek 14/07/2014:
Franek coraz lepiej i piękniej radzi sobie z aparatem. Najświeższa rzecz to clip dla LUMA (Łukasz Czekała i Marcin Januszkiewicz), w którym zagrał Łukasz Simlat. Zobaczcie sami: 
 
 

Czwartek 10/07/2014:
Zwierzątka już robią wielkie oczy na zbliżający się wielki finał mundialu, czyli rytualne pożeranie kóz przez Lwa: 
 
 
:)
 
 
Niedziela, 11/04/2014:
Garść refleksji po finale Eurowizji zamieniona w rysunek.
Klikając w obrazek można go obejrzeć w większym rozmiarze. Wersja z mieczem, bez pochwy. ;)
 
 
Warszawska_Syrenka_Eurowizja_2014
 
rysunek: Filip Przybylski
koloryzacja: Marta Breczko
 
   
 
Środa, 23/04/2014:
Na wschodzie gorąco, Polacy się zbroją:
 
https://www.youtube.com/watch?v=jR9JQ3eO2RE&feature=youtu.be
 
Czwartek, 10/04/2014:
Zapraszam na wszystkie odcinki eksperymentalnego NOS’a z 1996 roku:
 
http://voxdogs.pl/nos-1996/
 
Piątek, 21/03/2014:
I przyjszła przybyła wiosna, a wraz z nią nowa artystka, której praca ilustruje utwory na bajchi.pl. Polecam waszej uwadze bajkę Gliniany posążek i figurka z drewna i podlinkowaną do niej autorską pracownię ceramiki Eli Das.
I przyjszła przybyła wiosna, a wraz z nią Miłość na Krymie. Nie wiem czy w wersji mrożkowej, bo jako teatrolog z dyplomem nie pamiętam przebiegu sztuki, ale niewątpliwie humor i ironia Mrożka przydałaby się, aby pokazać, czy to w formie utworu, czy rysunku, jak bardzo polityka nie ma nic wspólnego z troską o ludzi. Bez względu na to czy jest europejska, amerykańska, czy rosyjska. Człowiek na tej liście pseudotrosk jest w jakiejś trzeciej setce.
Takczysiak – nowa/stara bajka jest też jakimś komentarzem do wydarzeń nad Morzem Czarnym.
Zbyt dużą ilością tortu zjedzoną na szybko można się udławić, bo też zbyt wielu zazdrośników chętnych wokół.
A ziemie ukraińskie ponoć najżyźniejsze na świecie…
 
 
Piątek, 28/02/2014:
 
 
Lata temu tak zaczynał swoją karierę Paco de Lucia, wirtuoz flamenco. Byłem i jestem, jak wielu, fanem „Friday night in San Francisco” sprzed 30 lat, z McLaughlinem i Di Meolą. Z tej trójki kilka dni temu Paco zniknął na zawsze. Dobrze sobie uświadomić, że nigdy nie było i nie będzie drugiego takiego egzemplarza, i że to dotyczy każdego człowieka. Zazwyczaj przypominamy sobie o tym, kiedy już kogoś nie ma. Dzięki za te piękne nutki, Paco…
 
 
 

NIEDZIELA, 9/02/2014:

Zackniło mi się za grającymi szafami. Tymi produkcji Wurlitzera, kunsztownie zdobionymi, z całą baterią mrygających lampek. Podajnik płyt, ramię z igłą, cyk pyk i szafa gra. O na przykład ta – ma swoje filmiki na yt:

A fotki i ofertę kupna znalazłem tu:

http://tiny.pl/qjq8n

Może i trochu buczy, ale jak wygląda… A są i inne. I te na CD także. 
Pozdrówki! 
F

 

CZWARTEK, 6/02/2014:

LTEPLUS, czyli: Lukaj Te E-maile Poznasz Luksusy Usług Systemu
 
Zdawać by się mogło, że lektury takich klasyków jak „Proces” Kafki, „1984″ Orwella, a także przeczytanie książki, lub obejrzenie ekranizacji „Fahrenheit 451″, może ostrzec człowieka przed pakowaniem się w system – mniejszy czy większy – ale cóż, człowiek to intelektualny cwaniak, lubi o niewygodnych sprawach zapominać.
Ulgi nie przyniesie też odśpiewanie, nie tak znowu starego, przeboju Tymańskiego „Telkomunikacja uje”, bo choć nadal koresponduje on w treści z dzisiejszymi czasy, to sam tytuł jest oksymoroniczny, kryje sprzeczność -
nie może być chujem coś (a nie ktoś), co nie istnieje: SYSTEM.
 
Innego internetu nie dało rady tu założyć. Zatem jeśli ktoś – jak my – wrobił się w LTE (skądinąd rączy, to fakt)
w firmie, której trzecia literka w nazwie to U, to współczuję. Pendrive z kartą telefoniczną w routerze, informacje
z systemu przychodzą w niwecz, bo niby kto ma je czytać – router? Gigabajty są limitowane, jak się skończą trza dokupić. To jeszcze idzie wytrzymać, choć mało to komfortowe. Chcesz większy abonament? Wyjmij pendrive
z routera, wepnij w komp, otwórz aplikację, wyślij sms do systemu. System nie zatwierdził zmiany na większą transmisję? Nie odpowiedział? Nie musi.
 
To w końcu system, a zatem NIKT nie jest odpowiedzialny. 
Widział ktoś system? Bo ja nie. Jedynie jego przejawy. Najpierw nagranie puszczane przez system poinformuje cię, że masz się czuć bezpiecznie bo cię nagrywają (he he, niezły dowcip), a potem żywy głos, w nawet miłej rozmowie sceduje odpowiedzialność za działania w twojej sprawie na system: proszę wysłać tu i tu, takie to, a takie sms-y. Któregoś dnia system wysyła ci sms w niwecz (bo, powtórzmy, karta jest w pendrivie, a ten wpięty w ruter w końcu mieszkania), że nie zapłaciłeś faktury i zaraz ci wyłączą dostęp do świata. OK, trza płacić, ale akurat nie wyjąłeś listu ze skrzynki, rzuciłeś w kąt, itp. Pół biedy jak akurat robisz sobie randkę z pendrivem i sprawdzasz co tam słychać w firmie z trzecią literką U w nazwie. Gorzej jak cię to zaskoczy. Żeby nie zaskakiwało, możesz zamówić sobie e-faktury na maila. Aby do tego doszło, masz wysłać przez tę wirtualną aplikację słowo TAK na jakiś numer – odbierze system i ew. potwierdzi, ale jak nie, to co – zwalniasz się z pracy i gapisz godzinami w ekran czy przyszło potwierdzenie? Gorzej jeśli pracujesz przez internet, to w tym czasie mogą zwolnić ciebie (he he, słaby dowcip).
W tym samym czasie wysyłasz sms na inny numer z cyferkami i adresem mailowym, dzięki którym następną fakturę przyślą ci na konkretny adres mailowy, a nie pocztą. I odbierzesz ją – pod warunkiem, że będziesz miał akurat czynny internet…
 
Dobrej zabawy!
& ofkors Wszystkiego Dobrego!
 
F 
 
 
ŚRODA, 22/01/2014: Po jednodniowej wizycie w Budapeszcie (nagranie polskiego dubbingu do włoskiej postaci z amerykańskiego filmu animowanego, a wszystko na węgierskiej ziemi) wyniosłem sporo doświadczeń, m.in.: raczej nie latać pewną linią na W. Bagaż podręczny ma mieć dokładne wymiary, a przekroczenie ich o 5 cm. to natychmiastowa opłata, albo – rezygnacja z lotu. Cwana zagrywka linii polega na ustawieniu tego ich miernika przy wejściu do samolotu, lub autobusu wiozącego doń, a nie przed odprawą, kiedy jeszcze można się przepakować i np. odesłać walizeczkę do domu taksówką. Wyjdzie taniej. Miałem do wyboru – dołożyć się do paliwa, albo nie, wyglądało na to, że inaczej samolot by nie odleciał, więc oczywiście wsparłem linię złotówkami i dorzuciłem się do benzy. W drugą stronę, odprawa przez internet ze zgłoszeniem bagażu w rozmiarze Large, obniża cyrk z podręcznym pakunkiem czterokrotnie. Dzięki ponownemu dodatkowemu zasileniu złotówkami, samolot znów uniósł się w przestworza. Inaczej nie wiadomo jak by to było. Ale fotele, z tego co pamiętam, już się nie regulowały.
Wiadomo: były w cenie biletu.
;)
 
ŚRODA, 15/01/2014: Wreszcie z bilbordu dostałem komunikat godny refleksji. Hand made pod nieobecność komercyjnej ohydy, a za to moc jaka. Fota z komórki z auta – Warszawa, okolice Papierów Wartościowych (można kliknąć, będzie lepiej widać):
 
zanim umrzesz
 
 
 
WTOREK, 14/01/2014: Od bohatera właśnie co nagrywanych „Ugotowanych” podkupiłem wierszyk, który na karnawał może się przydać, a jest skrótem wiedzy „w temacie”: jakie wino do czego.

„Ryby, drób i cielęcina lubią tylko białe wina. 

A pod woły, dziki, wieprze jest czerwone wino lepsze.
Zaś szampana – wie i kiep – można w trakcie, po i przed.”
 

Bon appétit! 

PONIEDZIAŁEK, 6/01/2014: Nowe psie szatki ! Czyli nowy szablon dla voxdogs.pl. Kafelki, duperelki, kraniki, dywaniki… Zapraszam do klikania, podziwiania lub kontestowania. Kto się chce podzielić refleksją, zapraszam do zakładki KONTAKT. A jak dojrzeję do pozostawiania wiadomości pod wpisami – zainstaluje się odpowiednią wtyczkę. A zatem wtyczki, linki, teksty, fotki, filmy, muzyczki… Dalej to szło tak: „Otóż chamstwo, chamstwo i drobnomieszczaństwo z pana wylasło”…
Kto jest fanem Kabaretu Dudek ten wie, o jakim legendarnym skeczu w składzie Kobuszewski-Gołas-Pawlik
(na zmianę z Michnikowskim), tu nadmieniam. Kto nie, zapraszam tu:
 
http://www.youtube.com/watch?v=Vc0GYElDctA
 
Załatwiania wszystkich spraw pomyślnie – i z najlepszymi fachowcami – Wam życzę.
Pomyślnego 2014 – w zdrowiu i zadowoleniu!
 
Hau!

SOBOTA, 28/12/2013: Standardowe „święta, święta i…” zastąpię dwiema refleksjami w formie „lepiejów” – to dwuwersowe krótkie rymowanki, których polskie oblicze przypisuje się 
Wisławie Szymborskiej. Pierwszy lepiej (choć może w tym przypadku to „gorzej”), związany jest z przedświątecznym, nocnym zdarzeniem w W-wie (źródło inspiracji: http://www.youtube.com/watch?v=-CX5zactLKw).

Lepiej w czarnej siedzieć Hondzie,
niż do przejścia wpaść na rondzie.
 
Druga o tym, jak ktoś się nie dowitaminizował przed świętami.
Pani Wisławo, proszę tam w zaświatach wybaczyć słownictwo…

Lepiej brudną dymać kozę,
niż na święta mieć aftozę…
 

CZWARTEK, 5/12/2013:  
Z nowym rokiem voxdogs.pl stanie się multimedialnym blogiem strony filipprzybylski.pl. Powstaje też coś nowego, co lada moment planuje swe narodziny – galeria chińskich przypowieści ilustrowana przez rozmaitych artystów: bajchi.pl. Od 15.XII zmiana szaty graficznej vOx dOgS, na – mam nadzieję – bardziej powabną. ;)
 
NIEDZIELA, 24/11/2013: 

audiostage2013


Wczoraj: premiera performance’u Krzysztofa Czaji i Moniki Gut „Podróż, czyli DJ w piekle” w ramach AUDIO STAGE 2013 w CSW w Warszawie. Nagrałem głos do przetworzonych postaci audio. Zupełnie nieoczekiwanie zauczestniczyłem w czymś co podobało mi się – nowa forma.
Więcej info o festiwalu na stronie Zaiksu: (zaiks.org.pl/wydarzenia).

 
 
Piątek, 22/11/2013:
Uśmiałem się i mi nie przechodzi:
http://www.youtube.com/watch?v=PaEnaoydUUo
:)
Dobrze zrobione, Panowie Norwegowie. 
 
 
Niedziela, 10/11/2013:
Franek dowiedział się o castingu do „Gwiezdnych Wojen” i nazajutrz wieczorem był już w Bristolu, nie na Krakowskim Przedmieściu, tylko tam gdzie Królowa Matka panuje. TVN24 złapał fragment z „Polakiem”:
 
http://www.tvn24.pl/wideo/z-anteny/chca-zagrac-w-gwiezdnych-wojnach-a-wsrod-tlumow-polak,979107.html
 
A SkyNews pokazało jak prezentują się w świecie polskie golenie: 

http://www.youtube.com/watch?v=sdfbsoU8jPM

  , son !!!
 
 
 
Środa, 30/10/2013:
 
Z tegorocznej produkcji klipu dla L.A.S. ostał się rysowany storyboard, który powstał jako zanimowany klip przed rozpoczęciem zdjęć. Zapraszam do obejrzenia tu:  http://www.youtube.com/watch?v=bWmbLGsR1sE
 
 
 
PONIEDZIAŁEK, 30/09/2013:
 
Myślałem, że już nic co wzbudza we mnie prawdziwy śmiech do łez, oprócz Mumio i Joanny Kołaczkowskiej, na ojczystej ziemi mnie nie czeka. Ale warto było dać się zaskoczyć. Warszawski kabaret Pożar W Burdelu – brawo, tak trzymać dalej! A widownia – puścić się. Szykuję się na więcej w październiku w Teatrze WARSawy…
 
 
PIĄTEK, 20/09/2013:
 
 
 
Wwakacje i teraz powakacjach czytam, łykam. Jan Paweł Jurek Rysiek – papież muzyki rozrywkowej wcale nie miał lekko na starcie. Pigułki na odchudzanie czyli zabicie apetytu, bo w Hamburgu na „stażu” się Beatlesom nie przelewało, konkretnie: nie mieli za co jeść, spali na stołkach na zapleczu kina Bambi itd. A tak w ogóle nikt im nic nie wróżył, bo poza nimi w Liverpoolu byli inni, „lepsi”, bardziej ogarnięci… A jednak. Na razie refleksje o kosztach wejścia w „karierę”. Czytam, łykam dalej…
 
 
 
PONIEDZIAŁEK, 19/08/13:
 
Czy znacie łąki, lasy i jeziora jasne?
A to Polska właśnie.
Czy kwiatów pąki znacie i dziewczęta przaśne?
A to Polska właśnie.
Jeziora, morze, góry i… kible zapuszczone strasznie?
A to Polska właśnie!
Spokojnie, to nie Wyspiański, porymowałem pod wpływem widoku toalety w lokalu nad jeziorem w miejscowości Kikół na trasie 10 do W-wy. Od jakiegoś czasu widzę turystów z zagranicy liczniej odwiedzających „dziki słowiański kraj”, który przez lata traktowano jak ruską przybudówkę i widzę ich oczami wyobraźni jak wkraczają do tego ustronia napompowani wiedzą o królu Sobieskim, Papieżu i Małyszu. Ten kibel to porażka – nie pierwsza od lat, ale ta nad przyjemnie wyglądającym jeziorkiem wyraźna i komentowanie tej porażki w 2013 mija się z celem. Nie wiem co oni pomyślą (że jak „u Ruskich”?), ale tzw. wejście do Europy przez kibel zakończyło się fiaskiem. Fiaskiem z balaskiem. Zostawiliśmy sobie trochę tego syfu, który przywiało do nas od sąsiadów po II wojnie. Mówię to, bo ojciec – przedwojennej daty miałem tatę – powiedział, że „przed wojną czegoś takiego się nie spotykało”. Tato – za dwa lata 70. odchody, tzn. obchody – a ten syf nadal tu jest!

Bo ja wiem, może wesprzeć to miejsce w uczynieniu tej toalety czystą? Serio…

Tyle o kiblu.

A Polska – przyroda, przyroda – to nadal piękny kraj, podziwiam…

Opuszczona leśniczówka w Borach Tucholskich / foto FP 2013

 
 
WTOREK, 13/08/2013:
 
U mję porządki, remont i trochę wakacji poprzedzające dużo wakacji. Za to młodszy syn – filmuje z przyjacielem i dobrze mu idzie. 12 filmików dla LOTu znajdziecie tu: http://voxdogs.pl/video/wystepy-reklamowe/ . Polecam!
 
 
 
 
Niedziela, 28/04/2013:
 
Co jest?
Ano niedziela skoroświt.
Sporo się dzieje, różne rzeczy czekają by je sfinalizować, i ta strona też domaga się odświeżenia (bo czarna taka, słyszę :)). Chwała Bogu – jest co robić.
 
No i robimy koledze klipa.
Po polsku – za frajdę. Dwa lata temu wyszło fajnie (Lachowicz „Biegnę 01″). 
 
A zaraz zaplanowane kilka dni na świeżym powietrzu. Czego i Wam życzę.
Wszystkiego pięknego!
 
 F
 
 
Wtorek, 9/04/2013:

Jestem pod wrażeniem  papierowej animacji Zosi Sylwii Olszewskiej – nota bene wszechstronnie uzdolnionej młodocianej ;) artystki. Śpiewa, gra na trąbce, fotografuje, animuje… Zapraszam do obejrzenia jednej z prac na zaliczenie na studiach - „Dreams come true”. Pracowitość wynagrodzona etiudą cudnej urody.

http://voxdogs.pl/video/inne/
 
 
 
 
 Środa, 3/04/2013:
 
Kto tu zagląda? Ja? I trochę ludzi – widzę w wynikach. Po roku działania strony zobaczyłem – czyli Prawda mi się odsłoniła – że to strona głównie o mnie i dla mnie. Jakkolwiek niepokojąco to brzmi i egolstwem zalatuje, pierwsze wzięło się z tego, że koledzy i koleżanki artyści z którymi sympatyzuję bardziej pracują niż się promują, a ściganie ich: dawaj, podeślij, wklej – mi przeszło. Zrobiła się strona trochę półmartwa, bo też mam co robić i inne rzeczy na tą chwilę (trochę ona już trwa :) ) ważniejsze dla mję ;). Strona jest dla mnie, bo lubię to co robię, mam frajdę z tego tytułu, że jest i dopóki mi nie przejdzie będzie działała. Pod jednym wszak warunkiem – że ożyje. Strona jest rzecz jasna dla wszystkich, którzy chcą się dzielić tym co robią.
 
A teraz chcę się podzielić tym co we mnie na temat wszechobecnego tematu kasy w kontekście pracy, tego co robię, robimy:
 

FRAJDA CZY FORSA?  

Taki temat chodzi ostatnio koło mnie. Koło mnie, bo już ten dylemat rozstrzygnąłem.

Wielu bliskich mi ludzi się męczy. Jazda slalomem między korporacyjnymi cukierkami, prozą życia, poezją chwili a byciem sobą –  z tym ostatnim (choć najważniejszym) idzie dzielenie się swoimi talentami z innymi, choćby dla samej radości – staje się dziś nie lada umiejętnością, by nie powiedzieć: wyzwaniem. Na postawione w tytule pytanie odpowiadam, otóż - i jedno i drugie. Tyle, że przede wszystkim frajda, a z tego – jako przyjemny produkt uboczny – forsa. Traktowana jako wymiennik energii: co dałem, to dostałem. W przeciwnym razie mówimy o „robocie”. A robota – jaka jest – każdy kojarzy: brudna, niechciana, „słabo płatna robota”, itd. Kelnerów ci dostatek, ale ludzi, którzy kochają bycie kelnerem – mniej. Widziałem szczęśliwych, że są w 100% na swoim miejscu i widuję przekonanych o karze jaka ich spotkała, że pracują w tym fachu.

I tak jest wszędzie. Róbmy to, co kochamy.

Wiem, że może trudniej tym, którzy są „na dorobku”, wiem, że mogę sobie pozwolić na pewien komfort wybierania co robić, a czego nie, w większym stopniu niż oni. Jednak – im wcześniej, tym lepiej.

Przyjaciel zadał sobie pytanie: czy gdyby jako pracę wykonywał nadal to, co kocha robić i nie płacono by mu za to, nadal by to robił? Tak. I tylko takie kryterium się dla niego liczy. Odważne. Właśnie teraz, tym bardziej teraz, kiedy kasa rządzi wszystkim. Kiedy ludzie, ich słowa, czyny, a nawet uczucia przeliczane są na monety. Wniosek: jeśli chcemy się ratować spod rządów pieniądza – róbmy to, co kochamy.

Nie dajmy z siebie zrobić pseudodziałaczy gospodarczych, którzy myślą głównie o gaży.
Zrobię to co lubię i chcę, bo tak chcę i dobrze się z tym czuję. Jeśli pracę wykonam z frajdą, ta energia wróci
do mnie i - choć nie dają na to gwarancji – zapracuje.

Tego sobie i Wam życzę!

 F

 
 
 Środa, 6/03/2013:
 
Dziecię w świecie… Na kanale You Tube można oglądać realizacje filmowe Franka Przybylskiego
dla Teatru Studio  http://www.youtube.com/user/teatrstudiowarszawa
 
 
Czwartek, 14/02/2013:   
 
http://www.youtube.com/watch?v=g93URKu07ZM
 
W nagraniu udział wzięli: gumka recepturka, gitara, Mac. 
Skład dźwięków – FP.
Na zdjęciu Nikifor Krynicki (Epifan Drowniak).
 
 
Poniedziałek, 26/11/2012:
 
Coś będzie, czy minie nas bokiem? Będzie grudniowy pas fotonów co przemienia energię Ziemi i ludzi, kilkudniowa całkowita ciemność, czy tak jak było do tej pory: grymasy niby-uśmiechu, kasa ze ściany i kredyt na życie? Jakaś przemiana na pewno by się zdała. Jestem chętny na przemianę serca – na lepsze. Na wyżej, żywiej, czulej, serdeczniej, bardziej po ludzku…  W sylwestra 2012 wysyłałem znajomym kawałek kawałka:
 
http://www.youtube.com/watch?v=o-B7_nRlOeU
 
A teraz wypuszczam w świat tekst, który łaził za mną już któryś miesiąc. Jest w zakładce Hot Vox Dogs:
 
http://voxdogs.pl/artysta-2013-manifest/
 
Zapraszam!
 
 
 
Wtorek, 10/10/2012:
 
Wyskoczyliśmy z Martą na chwilę do lasu, a tu zatrzęsienie normalnie. Filmowane komórką.
Zapraszamy:
 
cz. 1
http://www.youtube.com/watch?v=lBYW1_4_cjU
cz. 2
http://www.youtube.com/watch?v=5t3DLotYKTk
cz. 3
http://www.youtube.com/watch?v=Cf9PG9HwNQE
 
 
 
Wtorek, 25/09/2012:
 
Halo, halo!
Gdzieś między kolejnymi wierceniami i wkręceniami (wielka przeprowadzka dobiegła końca, uff…), powoli mam czas zerkać tu, nastawiać ucha i myśleć co dalej z wirtualnym psem, który wrócił z wakacji i ma ochotę znów poszczekać. Na tą chwilę jeszcze się organizuję.
Póki co, polecam osobom kreatywnym „ogłoszenie parafialne” , zamieszczone tu:
 
http://voxdogs.pl/marta-breczko-kostiumograf/
 
No to pa i do usłysze/przeczyta/widze-nia wkrótce!
 
F. 
 
Poniedziałek, 3/09/2012:
 
Minął miesiąc od ostatniego wpisu. Zauważył Admin 
Dzieci od dziś do szkoły, a rodzice z dziećmi na zakupy:
 
 
 
Nie nasza ciocia, ale mogłaby być   .
 
Z nowości na stronie:
W VIDEO/FILM teaser Franka Przybylskiego z przedstawienia „Panny z Wilka”, w VIDEO/FOTO kilka pocztówek z wakacji, a w HOT VOX DOGS nowy klip Jacka Lachowicza.
 
 
 
Piętek :) 3/08/2012: 
 

Wszystkie egole wybywają na wakacje. I ja, ja, ja też! Duszne dni w Warszawie, może, żeby o Duszy sobie przypomnieć, czy jak… Póki co – pa!pa! Na rozstanie iluśtamdniowe domowo-koncertowa wersja „Klocków E” – panowie F&F Przybylscy zapodają:


http://www.youtube.com/watch?v=A6UiTOJPKA0
 
 
 
Czwartek, 12/07/2012:
 

Nowe logo strony już od dawna szczeka tu i ówdzie, mam nadzieję, że już niedługo w dopracowanej formie zaszczeka w lewym górnym rogu i zmieni leniwie rozłożonego czerwonego kiwaka samochodowego.
Dla  niewtajemniczonych – wtajemniczam – na pięciolinii znalazły się 3 pierwsze dźwięki beatlesowskiego klasyka „All You Need Is Love”. VOXTERIER z campera (po kąpieli) wygląda tak:

 

 
voxterier©  mejd baj FP 
 
 
 
 
Środa 11/07/2012:  
 

Wakacje, remanenty, wyjazdy, pisać się nie chce, za to czytać – owszem, tylko odpowiednie miejsce trzeba znaleźć:

 

 

    (foto FP)

 

 

Niedziela, 17/06/2012: 

Wielka Smuda


Chcieliśmy dobrze, a wyszło – jak zawsze. Ten frazes jednak prawdziwy. I w akompaniamencie tego beznadziejnego
nic się nie stało, Polacy nic się nie stało... Otóż: stało się. Polska reprezentacja w piłkę nożną dała dupy. Polska reprezentacja, czyli grupa sportowców z którą na śmierć i życie identyfikowało się ileś milionów Polaków przegrała swoją szansę w mistrzostwach Europy w tej dyscyplinie sportu. Powodów „dlaczego?” jest pewnie kilka. Przede wszystkim:

1. Zawiódł Papież Polak, tam w niebiesiech – nic nie załatwił.
2. Murawa nie pomogła – wręcz przeciwnie, nawet przeszkadzała, bo była zbyt mokra.
3. Ten, w którego tak wszyscy wierzyliśmy, a który GOLi się – jak dowodzi reklama - maszynkami jedynie słusznej firmy od maszynek do GOLenia, nie dał rady dokonać cudu i sam przechodzić czterech obrońców oraz być samemu w ataku bez wsparcia, chociaż trener się upierał, że da radę.

Jeszcze coś? Tak serio to wg. mojego widzimisia, poza uznaniem, że w tym sporcie liczy się jednak oddawanie celnych strzałów na bramkę, to głównie: brak uważności i wyczucia trenerów. Zawiodło nie wymienianie zawodników na świeższych oraz taktyka nie zmieniania taktyki po pierwszej połowie, kiedy coś nie idzie. Bo (to będzie ironia): lepiej sprawdzić w drugiej, a nuż wreszcie wyjdzie? Dzięki temu Czesi, którzy jednak dopasowali taktykę do dziurawej polskiej obrony coś ugrali. A my naród jesteśmy teraz – „jak zwykle” – wściekli na niesprawiedliwą historię, która „zawsze” daje nam po dupie. I – jeszcze tego brakowało – w sporcie. No może z wyjątkiem Małysza (romantyczny bohater indywidualista), Radwańskiej (ten sam wzorzec), Korzeniowskiego (jakby podobnie), Brzozowskiego (nie inaczej), Wielickiego (ten sam algorytm) itd., itd. Można wymieniać bez końca, bo w pojedynkę dajemy radę, jesteśmy silni, bohaterscy i skuteczni. Ale zebrać się i zrobić coś razem – a jeszcze pokierować towarzystwem – trudniej. Od umiejętności i czucia pana prowadzącego, a to element istotny dla odniesienia grupowego sukcesu, zależy bardzo wiele. Ale także od fundamentu: od jakiegoś wzoru wypracowywanego przez lata na całe przygotowanie zawodników w tej dyscyplinie: metod szkoleniowych, taktyki, szkółek, wychowania juniorów, boisk-orlików, itp. Tego się nie robi w dwa czy trzy lata (czyli tyle ile trwa średnio kontrakt jednego polskiego trenera, okraszony społecznym prawidłem: „jak wygra – bohater, jak przegra – szmata”), na to czasem trzeba dwóch czy trzech dziesięcioleci. Tego nie było. Było tradycyjne liczenie na cud. Tym razem nad Odrą. Czy ktoś zerknął w rankingi FIFA czy UEFA, na którym miejscu w stosunku do pozostałych zespołów biorących udział w EURO2012 plasowała się polska drużyna? Polecam.

Źle się stało jak się stało, bo ten porażkowy „ślad w śniegu”, który ma już jakąś tradycję jeśli idzie o ważne imprezy piłkarskie, został utrwalony kolejnym. Trzeba będzie teraz jeszcze więcej nakładów sił, ale i totalnej reorganizacji tej dyscypliny sportu w Polsce, aby po latach zasmakować uczciwie wypracowanych sukcesów.

Wracając do poprzedniego wątku – to co było w tych „naszych” trzech meczach na EURO? Była zbieranka utalentowanych indywidualności, które razem nigdy nie dają pewności, że tym razem coś z tego wyjdzie. Od iluś lat nigdy nie mam tej pewności, że ten a ten mecz nasi mogą wygrać, bo są na takim to a takim poziomie. Polska reprezentacja piłkarska, taka jaką jest od kilkunastu lat, jest nieprzewidywalna. Zawsze – wielka niewiadoma. Rosyjska ruletka.

A propos. Z Rosją zagrali świetnie. Dało się. Ale to już historia. A że lubi się powtarzać (człowiek, jak stwierdzili naukowcy, to jedyne zwierzę, które popełnia ten sam błąd wielokrotnie) to teraz, ku zaskoczeniu odprawionych do domu Rosjan możemy wspólnie lizać sobie rany, bratać się przy wódce, wybaczać samoloty zahaczające o brzozę, 17 września i Katyń, a oni nam „Wielką Smutę” z XVII w. – jest okazja.

Życzę nam wszystkim (czyli sobie też) lepszych okazji, a przy okazji tej okazji najlepszych z możliwych dowódców, trenerów, autorytetów i panów prowadzących. A także: „mierzenia sił na zamiary”, lepszego przygotowania, przejrzystego planu, oraz wspólnego i konsekwentnego działania do końca.

Czyli, jak już robić powstanie, koncert w Opolu, czy grać mecz w piłkę – to z sukcesami!

 F. 

 

 
 
Środa, 13/06/2012:

Odnalazł „się” mój ulubiony znaczek. Jak w przypadku czarnego markera był na wysokości wzroku, wystarczyło się rozejrzeć.

 

Wtorek, 12/06/2012:

Jestem pod wrażeniem przygotowania boisk na Euro i kilku meczów – choćby wczorajszy Ukraina-Szwecja, świetny. Natomiast sam mecz otwarcia mnie nie zachwycił. Wspomnienie:

                                                                                                                             (foto FP)
 
 
Niedziela, 10/06/2012:
 

Dwudniowe warsztaty z Olgą Szwajgier. Jestem zadowolony. Świetne ćwiczenia. Kapitalna osoba. Więcej takich na naszej planecie i damy radę . Kto nie wie kto zacz – trzyodcinkowy film na ytube. Tu link do części drugiej: http://www.youtube.com/watch?v=Pkd9NMtjqiI

Wieczorem byłem na dwóch koncertach w ramach WarsawOrangeFestivalu – koszmarnie nagłośniona Lauryn Hill próbująca przekrzyczeć magmę dźwiękową (bezskutecznie; szkoda występu, bo lubię babkę) i bardzo fajne Prodigy w strugach deszczu. Podobało mi się, deszcz dobrze komponował się z ognistą muzyką i energią ze sceny. Do perfekcji nagłośnienia z koncertu Gabriela jeszcze daleko, ale – było fajnie.

 

Wtorek, 29/05/2012:
Kochani, od dzisiaj w zakładce VIDEO – nowa pozycja: FARBA. Z wielką przyjemnością patrzę  na obrazy Sony Hay. Dziś pierwszy z nich – „Kąt oddania”, tematycznie z niedawnym Dniem Mam mi się kojarzy, więc niech im będzie dedykowany. A niedługo Dzień Dziecka – wypatrujcie i tam nowości…  A na marginesie – obraz świetnie się komponuje z szatą portalu. Tak tylko puszczam farbę, jakby kto nie zauważył  .
 
http://voxdogs.pl/video/grafika-i-malarstwo/
 
http://www.sonahay.com/
 
Rozmowa z Soną w Polskim Radio dwa dni temu: http://tiny.pl/qgq9l
 
F. 
 
 
Środa, 23/05/2012:
 
Krótko i na temat. Powstaje nowe logo – VOXterrier  :) , powstają nowe piosenki…
Zatem póki co – sza, i do roboty :) .
 A na Prodigy się wybieracie? A na Björk się wybieracie? Info w Hot-Vox-Dogs z prawej strony strony.
 
 
 F.   
 
 
 
Sobota 12/05/2012:
 

WPGW

 

Mój tata miał wiele oryginalnych powiedzeń. I trafnych. To od niego usłyszałem o złośliwości przedmiotów martwych kiedy coś spadało ze stołu lub nie dawało się odnaleźć, a jeszcze przed chwilą leżało gdzie trzeba. Przypisywana artefaktom martwota jawiła się wówczas mocno wątpliwie… Ale najbardziej przypadło mi to określenie ojca: wzmożone poczucie godności własnej. Tata utrzymywał, że jest to przypadłość nierozerwalnie związana z byciem Polakiem. Przejawiała – i przejawia – się ona praktycznie wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Jej wyrazem jest często wypowiadane oburzenie w rodzaju „No co też pani !” albo „Że też pan !”, czy też „Jak pan/pani śmie tu mi z czymś takim !”. Pobrzmiewają nuty dumnej polskiej szlachty – co charakterystyczne – tych rodów zwykle, które powodów do dumy miały niewiele. Gombrowicz naśmiewał się z tej pretensjonalnej dumki bez końca.

Bezbłędnie to określenie mojego taty opisuje cechę którą realizujemy w różnych dziedzinach życia.

W takiej na przykład dziedzinie jak jazda metrem i że ktoś rower wiezie – realizacja z wczoraj.
Ciężko się wbić z rowerem w niefortunnych godzinach szczytu albo tuż przed szczytowaniem gdy najostatniejsze wejście dla wózków i rowerów zapchane ludźmi. Wchodzę gdzie można i potem wyprowadzam rower na stacjach, często tyłem, żeby życie ułatwić wysiadającym przednie koło skręcam odpowiednio. I co? Większość ludzi która wysiada nie patrzy pod nogi by ominąć przeszkodę ale najpierw spogląda na mnie. Rozumiecie to? Ryzykują nadzianie się na szprychy roweru, wbicie sobie śruby w kolano czy inny defekt z którym przyjdzie im żyć tydzień, a może i przez resztę życia, byle tylko posłać właścicielowi karcące spojrzenie w stylu: „Co mi tu z tym, mnie tu tak ?! Jaaa tu wychodzę, a to mi tu tak! Gaaardzę, gardzę takim kimś, takim czymś, pogarda i potępienie! A duma moja mi to każe, duma wrodzona mego dumnego i nieskazitelnego bycia i życia. Jam wszak idealny (nie szkodzi, że w życiu nasrane po sufit), a tu ktoś z tym takim błędem w przestrzeni jakimś staje tu tak nieidealnie na mej idealnej drodze życia, życia polskiego, gdzie wszystko byłoby dobrze gdyby nie inni ludzie!”. Jakoś tak leci to spojrzenie…

Zaperzanie się, obrażalstwo, podejrzewanie o najgorsze, grożenie policją o 21, bo w galerii akurat wernisaż, więc kwiczenie na całą klatkę „ja sobie wypraszam picie wina!” i nieskończenie tym podobne. WPGW działa niezawodnie od stuleci, przez wszystkie zawieruchy i zawichosty wojenne, przez miedzę Kargula i Pawlaka się przetacza, sejmową mównicę, protesty przy urzędowych okienkach, w kolejkach po chleb, w autobusie wycieczkowym z Polakami za granicą („Pani tu nie siedziała! / To pani tu nie siedziała!!”)  i gdzieniebądź. Głupie to, pokraczne, atmosferę psuje, ale – nie wiadomo po co – nadal jest. Mój duchowy przyjaciel zapewne wypowiedziałby 2 słowa: duchowe wzrastanie. Do kochania – po to oni sracy tacy. Takich srakich akceptować trzeba, kochać.

Jako Polak zapewne także posiadam tę cechę, atoli w stosownej ilości, oczywiście. ;)

F. 

 

Poniedziałek 23/04/2012:

Wczoraj przypomniało mi się, że to czego chcę jest na wyciągnięcie ręki magia... , tylko czasem tego nie widzę. Chyba, że wyciąganie ręki jest mozolne bo ręka leniwa. Inna opcja, że to czego chcę jest blisko mnie, ale przykryte więc nie widać i trochę trza trudu w to włożyć, żeby wychynęło. Tekst, który ponad rok temu skrobnąłem dla zaprzyjaźnionego portalu znów stał się dla mnie aktualny. Przypominam go sobie, a ciebie Czytelniku zapraszam:

 

CZARNY MARKER

To czego potrzebuję jest na wyciągnięcie ręki! Jedyna rzecz: zachcieć zauważyć i sięgnąć. Jeśli Wszechświat wspiera mnie w tej sprawie to dostanę wsparcie. Czasem trzeba odgrzebać to co leży zasypane tuż obok. Zasypane lecz żywe.


Pokrzywa rośnie pod oknami w ogródku. Od wiosny do jesieni nie trzeba jechać na drugi koniec miasta do zielarza, żeby kupić super pokrzywę. Zatyczka na hak do samochodu leżała w kuchni na wyciągnięcie ręki – biały korek od dużej butelki po płynie do prania. A przecież tyle czasu strawiłem na poszukiwania – sklepy, allegro itd. Znalazłem to, albo to mnie znalazło bo wróciłem do domu rozluźniony, radosny, przychodzi mi takie słowo: zharmonizowany. Bo nie zależało mi aż tak bardzo, że energia, którą zużywałem na szukanie buzowała aż dymiło, a dym przesłonił mi to co leżało całymi dniami metr ode mnie.

Podobno od człowieka do którego chcemy dotrzeć – i to w dowolnym zakątku świata – dzieli nas 5-6 osób. Dalajlama – proszę bardzo. Obama – nie ma sprawy, ale wolę nie. Człowiek, który mieszka w moim mieście, a nie mam do niego kontaktu – oczywiście, że tak. Sprawdziłem to (poza Obamą, ale jestem pewien, że to no problem). Trzeba tylko zachcieć i kierować się swoim wewnętrznym harmonijnym głosem, a rzecz, sprawa, człowiek wkrótce nas odnajdą. Jeśli Wszechświat mnie w czymś wspiera, dostanę wsparcie.

Pozostaje pytanie dlaczego, skoro to takie proste – co nie znaczy: nie wymagające wkładu energii – to zazwyczaj takie trudne? Bo nie chciałem. Bo nie chcieliśmy. Bo ucinałem sobie możliwości. Bo ucinaliśmy je sobie. „Bo przydeptujemy sobie narząd” (wersja męska) – jak mawia dosadnie mój znajomy. Z różnych powodów: karanie siebie, bycie ofiarą, zaniżanie swoich możliwości, itd. Pora z tym skończyć. Skończyłem z tym. Koniec z tym. Szkoda mi życia na granie tej popularnej tragikomedyjki pt. „Jest tak trudno, znikąd pomocy, siedzę na tyłku i nie ruszam się.

Kilka dni temu szedłem rejestrować samochód i przepisowo ściągnąłem tablice rejestracyjne. Chciałem jednak zostawić na te 3-4 godziny kartkę z wypisanym numerem pojazdu, żeby nie stał taki „goły”. Zresztą – jak to u nas – inny przepis mówi, że nie wolno zostawiać auta bez tablic, zatem odruch miałem słuszny. Pomyślałem: najlepiej wyjdzie czarnym markerem, grubo i wyraźnie. Ale nie miałem markera i nie za bardzo wiedziałem skąd go wziąć. Ostatecznie wygrzebałem jakiś ogryzek długopisu i załatwiłem sprawę. Kiedy wróciłem do auta z tablicami, gdy przykręciłem je i szykowałem się już odjeżdżać, w odległości dwóch kroków dostrzegłem leżący na ziemi czarny marker. Wszystko wskazuje na to, że leżał tam od dłuższego czasu. Prawdopodobnie od zawsze.
(XI.2010) 


Środa 3- Środa 10/04/2012:

 

Polska Warcząca - Pamiętamy !!! 

 

Środa przed 7 rano, zakorkowana stolica. Gość wbija się przede mnie nie uprzedzając manewru – najpewniej auto cierpi na tzw. zespół zepsutych kierunkowskazów lub na wzmożoną ważność kierowcy, który na drodze jest sam jak palec. Zajeżdza drogę nagle i po chamsku, a zaraz ryzykuje swoje i innych życie przejazdem przez skrzyżowanie na styk z nadjeżdżającymi autami. Na pożegnanie widzę nalepioną z tyłu dużą naklejkę z kotwicą Polski Walczącej – Pamiętamy! Pamiętamy, że życie jest cenne, czy pamiętamy, że ludzie ginęli bo byli zdesperowani i nie specjalnie poddawali refleksji to czy ich życie jest najcenniejszym darem jaki mają? Mój tata walczył w Powstaniu Warszawskim, a ja do dziś mam wątpliwości, takie fifty fifty na temat celowości tego zrywu.

Tamten kierowca to był zapewne Polak Walczący. Dumny orzeł i strażnik pamięci. Jakiej pamięci, o co chodzi, kim my do licha jesteśmy, Polacy? Bo mam skojarzenie, że to paranoiczne jakieś – ta duma eksponowana co trupem zajeżdża, „miłość do kraju” co nienawiścią do ludzi podlana, gotowością do bitki, brawurką, chamstwem.

Dwa lata temu, stadion warszawskiego klubu piłki nożnej, polska reprezentacja gra z Bułgarią. Wspólnie z młodszym synem oglądamy mecz. Przez 90 minut jedna strona zajęta przez kibiców konkurencyjnego stołecznego klubu lży klub gospodarzy. Są w ogóle mało zainteresowani kibicowaniem polskiej reprezentacji. Polacy walczą na murawie, kto walczy na trybunach i z kim? Kto zajeżdża drogę i ryzykuje Życie? Jest wśród nich być może fan Polski Walczącej, bo jakoś tak mi ta miłość historyczna z miłością do tanich szybkich aut i lokalnego futbolu się kojarzy i komplet tworzy.

Dlaczego polityk, były premier sławiący imię powstańców warszawskich sączy jad pod adresem rodaka, ale z partyjnej konkurencji, który aktualnie premierem jest? Kto tu do cholery „kocha Polskę” i o co walczy? Albo w ogóle czym ta Polska jest i czy w ogóle jest? Mój przyjaciel mówi, że są Polacy, ale czy jest coś takiego jak Polska? Gdzie ona jest, widział ją kto? O granice chodzi? O które granice, obecne czy przedwojenne, a może przedrozbiorowe? A jeśli są Polacy, to co to za jedni – skłóceni ludzie zajeżdżający sobie drogę? Kibice, którzy „kochają klub”, „kochają Warszawę”, „kochają i pamiętają powstanie”, a jednocześnie nienawidzą? Retoryczne te pytania głównie.

Alfred Jarry pisząc Króla Ubu umieścił akcję w „Polsce, czyli nigdzie”. Może chodziło o kraj podzielony między siebie przez zaborców, a może o co innego. Polski nie ma. Są ludzie. Albo kochają, albo nienawidzą. Bociana można lubić nie będąc Polakiem. Drogi lepiej nie zajeżdżać. Chyba, że jest się groźnym dla innych samobójcą, który pamięta o szlachetnym polskim zbrojnym czynie.

Urodziłem się tutaj, oglądałem Stawkę większą niż życie (znamienny tytuł, jakże „polski” w złym tego słowa znaczeniu) oraz Czterech pancernych – skrzywione skojarzenie z językiem niemieckim miałem zapodane jak w zastrzyku. Rosyjski też mało kojarzył mi się z Puszkinem, głównie z czołgiem T-34 i onucami, które w blasku sierpniowego słońca prali sobie spokojnie sowieccy żołnierze na prawym brzegu Wisły, podczas gdy mój ojciec leżał na dachu mokotowskiej kamienicy pod nazistowskim ostrzałem i zastanawiał się czy jutro rano będzie żył. Jestem Polakiem – mam polską narodowość wpisaną w dokumenty, więc być może jest we mnie także okruch tej paranoicznej duszy Polaka, który w jednej sekundzie jest patriotą wielbiącym polski czyn zbrojny, zwłaszcza warszawskie powstanie, polską dumę, historię i wszystko co polskie – mleko, sery i Mazury, a w następnej zajeżdza drogę nagle i po chamsku, ryzykuje swoje i innych życie przejazdem przed maskami rozpędzonych aut. Kimś kto w czasie meczu reprezentacji w piłkę wykrzykuje inwektywy zagłuszając wszystkich. Kim są ci „patrioci” kochający kraj? Mój spory nos wyczuwa, że sympatyzują też ze spiskowo myślącym ugrupowaniem politycznym, dla którego Polska jest najważniejsza, ale Polacy już nie – są tacy i siacy, jednych się kocha, drugich nienawidzi. Bo jest w naszym kraju coś co uczy nienawiści. Nie wiem co i kto to jest, gdzie jest tego dystrybucja, ale wiem, że gdzieś tego uczą. Niektórzy nie wiedzieć czemu przyklejają sobie historyczne nalepki.

Minęło kilka dni. Dziesiąty kwietnia. Manifestacje, flagi narodowe, zakorkowane ulice, a na nich „prawdziwi” patrioci kochająco-nienawidzący. Mój starszy syn biegnie przez pół miasta na spotkanie, bo autobusy nie mają którędy wozić ludzi. Kolejny samochód z kotwicą Polski Walczącej zajeżdża mnie i innym drogę nie używając kierunkowskazu. Widać kierowca jednych kocha, a drugich nie.

Pamiętamy – Polska warczy!

Od miłości do fanatyzmu droga bardzo daleka, pewnie dlatego ostała się „łość”. Łość niezgody, albo łość co sam sie niom zadusza fanatyk nienawistnik. / foto F

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Piątek, 6/04/2012:

Świąt na serio, choć nie bez jaj!

 

Życzę wszystkim z-martwych-wstania. Wszystkim czyli i sobie też. Wstania z martwych związków, myśli, spraw, tego co nie istnieje lub jest bezużyteczne, ale do tej pory nie szło tego jakoś pożegnać, wrzucić do kosza, wymienić na żywe. A do tego jeszcze - nie wiedzieć czemu - to zasilałem, śmy. Ochoty na przybycie Nowego. Bliskości, radości i smacznego. Prawdziwych i radosnych Świąt Wielkanocnych.

Niech się święci Życie !

  

 


Niedziela, 1/04/2012:

Epoka biedronki 2: pojedynek na palmy 

Palmowa niedziela. Przed kościołem stoliki z tzw.palmami i jedna żebrząca aktorka. Scen polskich? Raczej nie, choć nie widzę bo twarz zasłonięta chodnikiem. Klęczy i twarzą ziemi dotyka. A że aktorka – bo dobrze to gra, jeszcze trzęsienie dłoni wystawionej wysoko z kubkiem w proszalnym geście dodała. Ale nie o tym. Chociaż…

Kupiłem małą palemkę. Trochę bukszpanu, ze dwie bazie, kolorowy kłos. Spodobała mi się – mała, delikatna, inna. Chcę kupić drugą, idę dalej z palmą pierwszeństwa. Przy każdym stoliku dopada mnie pseudohandlarka: – Pan popatrzy jakie ładne, o ta jaka ładna, no nie ładna!? Jakieś niedowierzanie, że nie dojrzę, albo czynią założenie, żem ślepy po prostu i trzeba mnie pokierować: „o, ta ładna!”. Guzik prawda. Naćkane wszystkiego, za dużo. Ale już inna dopada i ciekawska: – Po ile pan kupił o to? Wzrokiem wskazuje na moją małą. „Za 4″ odpowiedziałem nie wiem po co, bo guzik ją to obchodzi. I tu pani biznesłoman spod świątyni maluje na twarzy swej obrazek, który ukazuje mieszankę zaskoczenia, oburzenia, niedowierzania i złości, a całość komponuje się w tytuł: „Jak tak można?!”. Że niby komuś przysłowiowa odbiła.
- Pan zobaczy, te po pięć ile wszystkiego mają, przecież to widać!
- Nie to ładne co ładne, a co się komu podoba –  cytuję porzekadło, które lubię cytować.
- Ale pan zobaczy jaka ta, a jaka ta, albo ta, no nie ładna?!
- Proszęż panią, jakby pani miała do wyboru kupić pieska małego co się pani podoba za 99 i wielkiego brytana za 100 to zapewne dużego by pani wzięła, bo się opłaca, co?
- Ale ja pana rozumię, ja tak z handlowego punktu widzenia!
- Aaaa, z handlowego…

 

Dużo schabu za tak niewiele. I już udo od kości odchodzi. A jeszcze z mostka będzie, i płucka…   / foto FP

 

 

 

 

 

 

Wtorek, 27/03/2012:

Epoka biedronki

Biedronki jak stonki – zarządziły inwazję na kraj. I kropkowana – czy lepiej – dziurawa filozofia przeniosła się w inne dziedziny. Tanio znaczy dobrze… Czy naprawdę? Widział ktoś Bentleya za 30 groszy? Ja nie. Ale jakoś tak się porobiło, że już prawie każdy kombinuje jak sobie taką furę sprawić nie wydając na to dużo pieniędzy, a po drodze dodatkowo kogoś zrobić na kasę. Żyjemy w epoce ilości, z niekorzyścią dla jakości. Dużo znaczy dobrze – tak ktoś stara się wmawiać ludziom. Ostry seks przez 24 godziny non-stop i świetne samopoczucie? Wątpię. Ludziom wyższość ilości nad jakością wmawia jakiś ludź, kombinator, który za tą taniochę wywali sobie hawirę z wodotryskiem i zasłoni się maską filantropa oferującego tanie towary. Wszak dobro czyni… Wszak gówno czyni. Gówno, którym pomnaża gówna inne. Skoro przy produktach koloru brązowego jesteśmy (wybaczcie skatologię, niech będzie mocno, czemu nie) interesuje mnie czekolada dobrej jakości z przewagą kakao, a nie cukru. Niech tabliczka kosztuje 10 zł., ale chcę czuć, że to czekolada, a nie wytwór czekoladopodobny z minionej epoki.

Nadal młody i na słowiańskich ziemiach brylujący kapitalizm pokazuje nieumalowaną mordę. I wyciąga z ludzi biedę, którą mieli pod skórą. Tani niby-asfalt na trasie katowickiej – w rzeczywistości smoła z domieszką asfaltu. Miało być tanio, a jest pewnie kilka razy drożej, bo brygada pana Mietka ma co rok pełne ręce roboty i to najczęściej przy tej samej dziurze.

A teraz przeskok w inną dziedzinę. Jak zapłacić mało za coś co jest dużo warte? Firma produkująca auta, renomowana marka znana na całym świecie i sprzedająca pierdyliardy aut chce zapłacić mało lektorowi, którego głosem reklamuje te sławne na świat cały samochody. Dlaczego? Ano taki spryt. Producenta reklamy? Studia dźwiękowego? Może szefa marketingu tej sławnej firmy od aut z oddziałem w mojej ojczyźnie, Polsce? Nie wiem. Na ducha biedronki vel pierdonki przez duże B najłatwiej byłoby zwalić. Ale to nie to. To bieda, ubóstwo moi mili. Ogólnoświatowe i cwaniackie. Nie tylko rodzime, polskie, z 200 lat zaborów się biorące, wojen, sowietów i kartek na mięso. Ubóstwo ludzkich serc – choroba największa dzisiejszych czasów co się i na pieniądze przekłada. Szokujące przełożenie? A ja tak to widzę i czuję.

Szanujmy prawdziwe talenty bo udawane szybko się spiorą. Artyści też muszą zacząć się szanować i przestać brać ochłapy od wielkich koncernów strojących się na bogów. Bogata firma bogato płaci. Chyba, że bidna. Szanujmy się i siebie wzajem, oraz talenty, którymi dzielimy się z innymi. I bądźmy pod prąd – chojni, jeśli potrafimy. Na dawanie się pora przerzucić, że tak zaagituję, a państwo płacący – nie patrzeć komu jeszcze pieniążka zabrać bo zostanie więcej… W rezultacie, choć nie od razu, zostanie mniej.

Pozdrówki… Boże krówki…

http://www.youtube.com/watch?v=TkfKPspW_Ow

 F. 

 

Poniedziałek, 26/03/2012:

Pełną gębą, pełną głębią czy pełną gnębią?

Tak mnie naszło kilka dni temu: JAK ŻYJĘ, JAK ŻYJEMY?  Na maksa, czy na 10-20-30% swoich potencjałów i możliwości? Gnębię się, ograniczam, tłamszę, czy żyję i trochę procent ze mnie na tym świecie innym daję? Żyję? A jeśli tak, to dlaczego nie na stówę? Albo przynajmniej bliżej stówy niż zera? A jeśli dzisiejszy dzień jest ostatnim?… Ja pierdykam… Duża rzecz. Grube pytanie. Piosenkę w temacie nagrywaliśmy z kumplem 2 lata temu, 2 dni po tym jak samolot zahaczył o brzozę i ludzie się pozabijali…    Dookoła znicze w oknach, goździki w płocie brata bliźniaka, a my na kontrze: „Weźmy z życia co się da, koledzy koleżanki, nie ważne czy połowy brak, czy pełne pół szklanki…”. Trza to nagrać w wersji do eteru.

Żyć na 100% swoich możliwości – to jest wyzwanie!!!   

F.

 

 

Czwartek, 22/03/2012:

W zakładce Video/Foto od dziś niezwykła fotografia Pawła Figurskiego zrobiona techniką sprzed 150 lat. Podobają mi się też jego fotografie z Palestyny – link do strony pod zdjęciem. Polecam: http://voxdogs.pl/video/foto/.

 

 

Wtorek, 20/03/2012:

Piękne !!!

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1515,title,Okno-zycia-dla-zwierzat-w-Lodzi,wid,14346212,wiadomosc.html

Piękny gest wobec istot czujących w pierwszym dniu Wiosny i jednocześnie działania strony… Wzruszyło mnie to.

 F.

 

Poniedziałek, 19/03/2012:

” Ale MNIE to nie interesuje ! „

Gdyby poziom wrażliwości i chęć komunikacji z drugim człowiekiem w Polsce miały się diametralnie zmienić to Jan Paweł II musiałby umierać raz na tydzień, a samolot z elitą rządową rozbijać się ze zbliżoną częstotliwością. Wzruszenie i zrozumienie dla zwykłych zdarzeń pojawiało się wówczas niczym za dotknięciem czarodziejską różdżką serduszka każdego Rodaka Polaka.

Żyjemy w kraju, w którym moja jest mojsza, co ja mówię, najmojsza, najmojsiejsza. Dalej własnego nosa widzi garstka ludzi, tłumek jest wkurwiony, rozumie tylko to co chce i dba tylko o to co dla niego korzystne.

Skąd to rozczarowanie? Ano lecę z opisem. Dwie sytuacje dotyczą moich dwóch doświadczeń z Rodakami Warszawiakami. Pierwsza – czekam z numerkiem na poczcie. Już jest dwa do mojego i na wywołany nikt nie podchodzi do okienka, nikt nie drgnie, więc ruszam się ja. Zaczynam załatwiać temat, wtedy nagle obok wyrasta gość o sylwetce i groźnej mince ochroniarza i z czarną grozą bijącą z jego wkurwionego jestestwa jadzi do mnie na pół poczty: „Co cwaniaku, nie widzisz, że to nie twój numerek?! JA mam następny!”.  Zwycięzca. Poczekał aż dojdę do okienka, aż zacznę, wtedy zaczął miażdżenie. – Trzeba było powiedzieć, puściłbym pana, spoko – odpowiadam. Pana… Wojewodę! Burmistrza! Marszałka Polnego ze zwarcholonej szlachty, bo tam są m.in. korzenie tej mojszej filozofii. W każdym razie słowo ‚cwaniak’ (z fr. le cvaniaque) czarny jeździec powtarzał z upodobaniem w różnych odmianach, bo pewnie dobrze zna cwaniackie zachowania z doświadczenia i chce wreszcie zrzucić na kogoś to złe cwaniackie samopoczucie. Chciał nie chciał stałem się cwaniakiem po wielu latach admiracji dla czerniakowskich piosenek. Nie masz cwaniaka nad Warszawiaka! I tak wszystkie drogi skręcają do piosenek.

Druga akcja, dzisiejsza. Centrum stolycy, nie ma gdzie zaparkować bo aut jest 3 razy tyle niż wówczas gdy projektowano miasto, a żeby zrobić podziemne trza by przedwojenną kanalizację wymienić na nową. Więc bywa trudno w tym boju. Staję za dwoma autami, bo sprawa jest na jakieś 5-7 minut. Przyblokowuję je, w związku z czym włączam awaryjne światła i zostawiam kartkę z telefonem, gdyby ktoś musiał nagle odjechać. Wracam po 5-7 minutach i już z oddali widzę sylwetkę wkurwionego rodaka z fajkiem w zębach, który na mój widok kiwa głową w klasycznym karcącym geście dezaprobaty, aby nikt w pobliżu, ani – co najważniejsze – w aucie nie miał wątpliwości po czyjej stronie jest RACJA. Podchodzę i mówię: już odjeżdżam, proszę wybaczyć, nie było nigdzie wolnego. W odpowiedzi słyszę fundamentalne: „Ale MNIE to nie interesuje !”. 

I to mnie ruszyło. Słyszę i widzę to wielokrotnie w różnych odmianach przez przypadki i sytuacje. MNIE to nie interesuje. To nie MOJA sprawa. NASZA partia i NASZE stanowisko w stosunku do WASZEJ itd. Ludzieeee!!! Opamiętania!!! Czy naprawdę wszystko musi się kręcić wokół waszej – nie u wszystkich tak fotogenicznej – części ciała zwanej popularnie dupą? /dupa/ Czy dalej własnego noska nie da rady spojrzeć i zobaczyć, że jest tak a tak? Czas poskromić te wewnętrzne potwory, bo jako rzecze przepowiednia lanie po dupie będzie srogie i na MÓJ naprawdę wydatny nos już nadciąga jak huragan jak deszcz, że zacytuję waglewską klasykę.

Czarny jeździec z poczty i tytoniowy pewniak z centrum miasta zapewne oczekują na moje dudniące i donośnie jak uderzenie wawelskiego dzwonu uderzenie się w pierś i wypowiedzenie sakramentalnego: przepraszam. Otóż nie, panowie szlachta. Nic z tego. Miliardy razy wpuszczałem takich jak ja i wy do kolejki, czekałem aż odjedziecie. Ludzkie sprawy. Nauczcie się teraz czegoś wy. Zdarzyło mi się dwa razy i będę czujny, żeby swoim „cwaniackim” zachowaniem nie psuć dnia paniom z poczty, bo w konsekwencji akurat WY będziecie mieli do powiedzenia światu coś cholernie ważnego jak wam się zdaje, co odmieni ludzkie serca. Wasz rzyg nienawiści.

Wiara, nadzieja i miłość. Tak mi się ze św.Pawła przypomniało. A co pozostało? Jad, nienawiść i niesmak. Często i głupio. A po co to?

Wszystkiego Dobrego i Radosnego dnia moi Rodacy!

Watching You z Miłością. 

 F.

 

Sobota, 3/03/2012:

Najgroźniejszy Polak to ten z pełnym pęcherzem. :)
Przekonałem się o tym na stacji benzynowej gdzieś na północy RP.

 

 

 

Wtorek, 28/02/2012:

ZANIK TEKSTU  

Zanik tekstu to ostatnio popularna dolegliwość piosenkowa, którą dotknięte są utwory polskie jakie słyszę w radio. Ale jest to zapewne większa dolegliwość, coś o skali medialnej epidemii. Kilka tygodni temu oglądałem w tv piosenki Wasowskiego i Przybory w wykonaniu popularnych aktorów współczesnych i szukałem powodu, dla którego ktoś powziął zamiar wyprodukowania programu silącego się na kopię oryginału. Jeśli chodzi o interpretacje – były słabe i nijak się miały do pierwowzoru. Za wyjątkiem jednego występu Ewy K. Bułhak. Dziękuję i gratuluję!  Drugi powód to uhonorowanie żyjących artystów Kabaretu Starszych Panów zajmujących pierwsze rzędy widowni jakiegoś teatru zapewne – ładny, wzruszający gest. I trzeci, najbardziej może zawoalowany, to uświadomienie szerokiej publiczności przywykłej już do tekściarskiej grafomanii, że były kiedyś piosenki pisane o czymś, gdzie słowa były jakoś tak fajnie poukładane, że wpadały w ucho, a melodia koiła duszę. Dla nieobeznanych z twórczością Przybory i Wasowskiego, a słuchających niefortunnych tekstów typu „boję się swoich ciemnych cichych miejsc” to mógł być szok. Są rzeczy będące niczym wzorce z Sevre, i dobrze, że są. Dzięki nim wiem, że to co czasem słyszę w radio to bełkot. Mam nadzieję, że dzięki okazjonalnemu odpalaniu w mediach kapitalnych pod względem tekściarskim piosenek przekonają się o tym także – przez porównanie – moi Rodacy.

Wszystkiego Dobrego!  

F. 

 

 

 

 

 

 


Wyszczekany blog multimedialny Filipa Przybylskiego. Skocz też na filipprzybylski.pl i bajchi.pl