NOBEL_________& PIŁKA 1/2020

Dostałem dziś dwa prezenty, dwa wzruszenia. Chcę się tym podzielić, bo ostatnio nieczęsto mi się zdarza, aby takie mocne dwa głosy przemówiły do mnie jednego dnia i to właściwie jeden po drugim. To głosy dwojga ludzi, którzy zaznaczyli swój ślad w ludzkiej świadomości i emocjonalności na całym świecie.

Pierwszy z nich to trener piłkarski, druga osoba to pisarka. Oboje żyją i oboje są żywi. To dziś częstsze niż kiedyś, acz nadal rzadkie w polskiej przestrzeni, gdzie zwykle nieżyjącym przypisuje się wielkie osiągnięcia i wpływ na nas, współrodaków. Gdzie często wkleja się w ich myśli sprawy, których nigdy by nie pomyśleli, czasem nawet dopisuje czyny, które nie były ich udziałem, a potem używa w dowolnym celu bardzo często wypaczając oryginalny przekaz. Pomniki wydają się lepsze, bardziej bezpieczne, bo nieme. A zresztą, żyjemy chyba u schyłku autorytetów, mało kogo już obchodzi czyjeś przewodnictwo duchowe czy myślowe, skoro wszystkim jest wygodnie: nie ruszać się z domu skoro zakupy mogą dowieźć, wysłać sms-a zamiast się z kimś spotkać, tylko sobie wyobrażać (czytaj: odmawiać) zamiast czegoś doświadczyć.

Trener piłkarski Antoni Piechniczek poprowadził narodową reprezentację piłki nożnej 78 razy, najwięcej
z dotychczasowych trenerów kadry. Wygrał z Rosjanami
w czasie stanu wojennego w 1982. Pamiętam, bo z radości latałem jak opętany po trawniku pensjonatu w Jastrzębiej Górze, gdzie spędzałem letnie wakacje z babcią Lucią. Ograł „ruskich”, powinien być dla nas niczym Piłsudski. Tak się rymnęło. Z tą różnicą, że Marszałka już dawno nie ma pośród żywych. Potem Piechniczek 50 razy poprowadził reprezentację Tunezji i wielokrotnie Emiratów Arabskich. Ciągnięty za język jak to się dzieje, że można nie strzelać bramek przez pierwszą połowę, a potem strzelić 5 w 20 minut odpowiedział, że przedstawił piłkarzom w szatni taki obraz ich samych za ileś lat: mieliśmy szansę i wykorzystaliśmy ją. Był z tych, którzy przeskakiwali przez płot okolony kolczastym drutem, by móc grać na boisku. Ojca stracił wcześnie. Przymusowo wcielonego do Wehrmachtu Ślązaka Rosjanie zabili w sowieckim łagrze. Niejeden „patriota” już by mu wytykał, jak onegdaj pewnemu politykowi dziadka w tej samej niemieckiej formacji, ale wobec sukcesów polskiej kadry pod przewodnictwem pana Antoniego chyba nie uchodzi. Prawda, nieomylny „narodowcu”?

„Kogo by pan wpuścił na ostatnie minuty meczu – starszego utytułowanego zawodnika, czy kilku młodych?” – spytała dziennikarka. Zapytany odparł, że oczywiście młodych, bo ci chcą wygrywać i o tym myślą, nie zaczynają analizować szans i bać się przegranej. Przy okazji dodał jak dziwnie podchodzi się dziś do kwestii odpowiedzialności w polityce. Kiedy trener przegrywa eliminacje to składa rezygnację. Kiedy polityk nawali to zwykle jego partia kombinuje jak to rozwodnić – jeśli ma z nim jakiś interes – aby mu się krzywda nie stała. „Nigdy się nie zdarzyło, żeby ktokolwiek z PZPN na obradach FIFA powiedział coś złego o własnej kadrze lub jej kierownictwie, a w polityce można pojechać i jako jedyne państwo w Europie prezentować krytyczne stanowisko o rodaku” – jakoś tak powiedział to Trener. I to o tym samym rodaku od „dziadka
z Wehrmachtu”. Widać przykłady się przyciągają. Jesteśmy dziwni jako naród, za to jako jednostki potrafimy być niezależni w poglądach, empatyczni, kreatywni i zwycięscy.

Oldze Tokarczuk mama uświadomiła kosmos. Pokazała jej jak jesteśmy połączeni ze wszystkim co żyje. Kompasem w jej życiu i najlepszą przyjaciółką stała się jej dusza.

Żeby było jasne – nie jestem piewcą sukcesu pisarki,
nie zachłystuję się. Słucham.

Cieszę się, kiedy słyszę ludzi, którzy mówią publicznie o tym, że jesteśmy tu i realizujemy siebie, pod dwoma przynajmniej warunkami: wizualizuj swoje cele i realizuj to co zostało ci dane do zrobienia, a przy tym przyjmuj 100% odpowiedzialności za swoje życie i to co się w nim zdarza. Po drugie uznaj, że jesteś połączony ze wszystkim co żywe.
Nie tylko z każdym jednym człowiekiem. Ze wszystkim.

Gdzie jestem teraz jako człowiek? Bankomat nie wypłaci mi uczuć i wzruszeń, co najwyżej emocje. Wiem dokąd zmierzam? Kto ma mnie pokierować, jeśli nie ja sam? Mogę jeszcze spotkać świetnego trenera. Może być jakiś Świetny Antoni.

Albo za trenera uznać własną duszę i zacząć wreszcie jej słuchać.

FP

1/2020

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wyszczekany blog multimedialny Filipa Przybylskiego. Skocz też na filipprzybylski.pl i bajchi.pl